MARIAN SZULC - POETA FOTOGRAFII Twórczość i szerzej, biografia artystyczna Mariana Szulca pozostają zagadką. Próbowano go przypomnieć kilkakrotnie, ale bez większego rezonansu. Nawet obecność obrazów i fotografii artysty na tak ważnych wystawach, jak "I Wystawa Sztuki Nowoczesnej. Pięćdziesiąt lat później" (1998) i "Nowocześni a socrealizm" (2000), nie wpłynęła na ożywienie zainteresowania jego twórczością. Mimo że prace Mariana Szulca zdecydowanie wyróżniały się na tych pokazach odrębnym wyrazem i wysokim poziomem artystycznym, mało znane nazwisko ginęło w natłoku klasyków naszej nowoczesności. Dobrze się zatem stało, że znowu mamy okazję powrócić do tego zapomnianego artysty dzięki wystawie w galerii Wiesława Dyląga, który zdecydował się przypomnieć jego fotografie z lat 50. i 60. Nie jest to miejsce, aby dociekać, dlaczego tak a nie inaczej potoczyły się losy Mariana Szulca? Dlaczego mając tak świetny start i znakomite rezultaty skończył jako artysta marginesowy? Przypomnijmy tylko kilka faktów. Marian Szulc debiutował razem z tymi, którzy dziś wyznaczają kanon sztuki polskiej XX wieku. Jego prehistoria wiąże się ściśle z przynależnością do grupy artystycznej uformowanej w okupacyjnym Krakowie wokół Tadeusza Kantora. Studiował w Kunstgewerbeschule, współpracował z Teatrem Podziemnym Kantora (prawdopodobnie on jest autorem greckich masek Zalotników w Powrocie Odysa), zaraz po wojnie wystawiał z Grupą Młodych Plastyków, współtworzył krakowski Klub Artystów. W roku 1947 wyjechał na dwa miesiące do Holandii z delegacją studentów krakowskiej i warszawskiej ASP, dzięki czemu mógł poznać znakomite zbiory sztuki dawnej i współczesnej. Od tej pory - jak powiedziała współuczestniczka tej wyprawy, Janina Kraupe-Świderska - "ta sztuka musiała być (...) dla niego zawsze punktem odniesienia". Na efekty nie trzeba było długo czekać - jego prace zaprezentowane na legendarnej "I Wystawie Sztuki Nowoczesnej" w Pałacu Sztuki zadziwiały dojrzałością formy i precyzją warsztatu. Na socrealizm odpowiedział vetem. Malował bardzo dużo, nie schodząc z obranej drogi - tylko dla siebie. Wydawało się, że wraz z odwilżą znów zajmie miejsce w czołówce nowatorów. Ale tak się ze względów pozaartystycznych nie stało. Ten cichy, skupiony w sobie, ale i nieskłonny do kompromisów człowiek, stawiał przed sobą najwyższe wymagania artystyczne. Dążył do pełni. Był artystą wszechstronnym. Pasjonowała go integracja sztuk - chciał połączyć formę z ruchem i muzyką. Ale miał jednocześnie blokujące go poczucie, że swoich maksymalistycznych ambicji w tym kraju spełnić nie może. Rekompensatą dla zawiedzionych nadziei była fotografia. Na tym polu połączyły się jego pasje. Zaczął fotografować w roku 1949. Być może impulsem była przedwcześnie zamknięta wystawa w Pałacu Sztuki, na której w sposób nowatorski wprowadzono fotografię jako równorzędny środek artystycznej wypowiedzi. Wszystkie fotografie pokazane na obecnej ekspozycji zdradzają oko malarza. Czy są to portrety znanych i mniej znanych osób z jego środowiska, czy kadry z plenerów, czy też akty. Sztuka fotografii w tym czasie dopiero szukała swojej tożsamości. Ścierały się tendencje takie jak piktorializm i "nowa rzeczowość", fotografia "obiektywna" i "subiektywna". Próbowano rozwiązać problem, w jaki sposób fotografia może odpowiedzieć na wyzwania nowoczesnej formy. Marian Szulc jako fotografik wpisuje się zarazem w nurt fotografii eksperymentalnej i poetyckiej. Jego dokonania można śmiało postawić obok Zbigniewa Dłubaka i Fortunaty Obrąpalskiej. Jak pisała o tych właśnie artystach Urszula Czartoryska: "Rysem charakterystycznym działalności grupy fotografów polskich (...) była oryginalna na skalę europejską umiejętność scalania ujęć prawie naukowych, obiektywnych z atmosferą liryczną, z metaforą poetycką o wielkiej sile wyrazu". Marian Szulc daleki był od piktorializmu, natomiast interesowały go takie ujęcia, które odpowiadałyby jego wrażliwości malarskiej. Znał tajniki surrealizmu, abstrakcji, informelu i malarstwa materii. W prezentowanych na wystawie fotografiach odnajdujemy wyraziste analogie do wszystkich tych kierunków, które w latach 50. i 60. nurtowały malarzy nowoczesnych. Surrealistyczna gra z lustrem w portretach Ewy Kierskiej i nieznanej modelki. Oniryczne ujęcie pracowni rzeźbiarskiej o zmierzchu i abstrakcyjny rytm "opakowanych" figur. Abstrakcyjne pajęczyny sieci rybackich. Rytm wyplatanych krzeseł na plaży. Spiętrzone kuby drewnianych skrzynek w porcie. Imponująca wystawa wyrobów z metalu w jakimś szwedzkim mieście - zobaczona jako kompozycja cylindrycznych form, które emanują światłem i ukrytym dźwiękiem. Żywioł wody - obserwowany ze statku, z wysokości nadbrzeżnego klifu. Fascynacja zmiennością form. Informel natury. Wymyty przez fale pień drzewa, ukazujący w powiększeniu swą niebywałą strukturę. Materia zardzewiałych blach. I wreszcie odrealnione światła wielkiego miasta - uchwycone w ich poruszonym rysunku, godnym malarza action-painting. Osobną część wystawy stanowią akty powstałe - jakby powiedział Czesław Miłosz - "z rozkazu erotycznej wyobraźni". Tym razem Szulc nie odwoływał się do praktyk surrealistów - po trosze sadomasochistycznych - którzy kobiece ciało ciasno okręcali sznurkiem. Artysta jest dość konwencjonalnym miłośnikiem cielesnych wdzięków. Za podmiotem lirycznym wiersza Miłosza Annalena mógłby wyznać: "Lubiłem twoją aksamitną yoni, Annaleno, długie podróże w delcie twoich nóg" (Akt z liniami). Gdy patrzę na tyleż niewinne, co lubieżne Akty z tiulem myślę o ciągle aktualnych słowach starego Noblisty: "Nie moja wina, że jesteśmy tak ulepieni, w połowie z bezinteresownej kontemplacji, i w połowie z apetytu". Roland Barthes swoje studium o fotografii kończył pytaniem: "Jest Fotografia szalona czy roztropna? Może być jednym, i drugim. Roztropna: jeśli jej realizm pozostaje względny, miarkowany przez zwyczaje estetyczne lub praktyki codzienne (...). Szalona: jeśli ten realizm jest absolutny i w pewnym sensie pierwotny, jeśli każe powrócić do miłosnej i przerażonej świadomości samej istoty Czasu, przez działanie właściwego antidotum, odwracającego porządek rzeczy, a które nazwałbym jednym słowem: fotograficzną ekstazą". Marian Szulc - poeta fotografii. Zarazem roztropny i szalony. ANNA BARANOWA

Wybrane prace: